Staw niezgody

PATRYCJA STRĄK
Władysław Sodo i Tadeusz Bagiński nie mogą się pogodzić z tym, że zbiornik zostanie zasypany.
Władysław Sodo i Tadeusz Bagiński nie mogą się pogodzić z tym, że zbiornik zostanie zasypany.
Zakłady Chemiczne "Strem" były dla wielu mieszkańców Strzemieszyc żywicielem. Tam pracowali, a przy zakładowym zbiorniku przeciwpożarowym wypoczywali. Choć jego brzegi były wybetonowane, to zorganizowano tam już dawno ...

Zakłady Chemiczne "Strem" były dla wielu mieszkańców Strzemieszyc żywicielem. Tam pracowali, a przy zakładowym zbiorniku przeciwpożarowym wypoczywali. Choć jego brzegi były wybetonowane, to zorganizowano tam już dawno temu miejsce do skoków do wody, a między drzewami powstał podest, na którym odbywały się zabawy taneczne.

- Można się tu było kąpać, łowić ryby, a wieczorem tańczyć. Nie mówiąc już o tym, że całe rodziny w soboty czy niedziele odpoczywały po całotygodniowej pracy. Od 25 lat nic tam nikt nie robił, a staw niszczeje. W 2002 roku Zakład Chemiczny "Strem" w upadłości chciał sprzedać tę działkę. Cena podawana przez syndyka za teren o powierzchni ponad 13 tys. m kw. ze zbiornikiem wynosiła około 34 tys. zł, czyli niewiele ponad 2 zł za metr kwadratowy - oblicza Tadeusz Bagiński, mieszkaniec Strzemieszyc.

Pan Tadeusz wysłał kilka pism do Urzędu Miasta z propozycją, by gmina wykupiła działkę i zagospodarowała go na teren rekreacji. Miasto jednak nie skorzystało z możliwości pierwokupu, a teren ze zbiornikiem trafił w ręce prywatne.

- Teren kupiono za 33 tys. zł, ale aby doprowadzić go do stanu użyteczności, trzeba było np. wyburzyć magazyny po "Stremie". Wydaliśmy już 150 tys. zł. Ponieważ teren jest po zakładach chemicznych, w związku z tym nie musieliśmy ubiegać się o niektóre z zezwoleń na działalność gospodarczą, a w planach mieliśmy spore inwestycje, które dałyby pracę mieszkańcom okolic - wyjaśnia Andrzej Jędryczko, pełnomocnik i mąż właścicielki terenu.

Plany państwa Jędryczków to m.in. przebudowa i adaptacja jednego z budynków "Stremu" na "szpital jednego dnia". Oprócz tego w dwóch halach, które postanowiono pozostawić, miała być prowadzona działalność gospodarcza.

- Prowadziłem wstępne rozmowy z inwestorem z RPA, który chciał zainwestować na tym terenie w rozlewnię soków. Gdy usłyszał jednak o tym, że mieszkańcy protestują, zrezygnował. Wstępnie obliczyliśmy, że cała inwestycja stworzyłaby minimum 175 miejsc pracy - wyjaśnia Andrzej Jędryczko.

Prawie 200 mieszkańców podpisało się pod petycjami do władz miasta, wyrażając protest przeciw dewastacji zbiornika przeciwpożarowego "Strem".

- Już zaczęto zasypywać ten zbiornik. Pewnie na jego dnie znajdzie się niejedna beczka z toksycznymi substancjami. Nie chcemy, by tak się działo, bo dla wypoczywających tu strzemieszyczan ten zbiornik był oazą. Już w czerwcu wrzucono tam gruz. Wycięto drzewa, nawet pnie powyrywano, by nie było śladu. Przyspawano zasuwę, którą woda wpływała do zbiornika z rzeki Rakówki - wyjaśnia Władysław Sodo, którego rodzina mieszka w Strzemieszycach nieopodal stawu.

Do batalii o staw włączyli się także uczniowie z Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 3, którzy w ramach ścieżki ekologicznej chcieli tam mieć zajęcia.

- W naszej okolicy oprócz Wywierzysk to jest jedno z niewielu miejsc, gdzie dzieci mogą zaobserwować w naturalnym środowisku ryby, ślimaki, a także stawonogi - wyjaśnia dyrektor szkoły Bożena Kowal, którą o fakcie zasypywania stawów poinformowali uczniowie.

Niedawno do Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Górniczej wpłynęło także pismo z zawiadomieniem o popełnieniu wykroczeń.

Mieszkańcy wymieniają w nim nieprawidłowości związane z prawem wodno-kanalizacyjnym dotyczącym zaspawania dopływu do stawu. Powołują się także na ustawę o odpadach, podając przykład zbiornika państwa Jędryczków jako miejsca nieprzeznaczonego do składowania odpadów.

Spór ma wyjaśnić także rozprawa administracyjna, która ma odbyć się w Urzędzie Miasta w Dąbrowie Górniczej w najbliższy poniedziałek.

Andrzej Jędryczko nie boi się o werdykt.

- Jesteśmy właścicielami terenu, na którym znajduje się zbiornik. Nawet jeśli zostawimy ten staw, to będzie należał do nas. Prawdą jest, że w planach mamy zasypanie tego zbiornika gruzem z rozebranych magazynów. Jest to materiał nieskażony. Zapewniam, że na dnie jeziora nie znalazły się, ani nie znajdą, żadne beczki z toksynami. Aby ktoś mógł zainwestować na tym terenie, musimy go uporządkować. Mamy wszystkie ekspertyzy geologów i geodetów, które świadczą o tym, że zbiornik może być zasypany gruzem. Dobre przedsiębiorstwo przyda się na tym terenie, bo stworzy miejsca pracy, które są tu bardzo potrzebne. Naszą bolączką jest za to niezabezpieczony teren. Liczne tabliczki informujące, że to teren prywatny, zostały zniszczone. Nawet nie stawialiśmy ogrodzenia, bo ono także zostałoby zdewastowane. Teren jest jednak pod nadzorem - wyjaśnia Andrzej Jędryczko.

W tej sytuacji prywatny zbiornik jest ogólnie dostępny. Tymczasem wybetonowane, wysokie brzegi mogą stanowić zagrożenie, choćby dla bawiących się tu dzieci.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie