Telekomunikacja popełniła błąd, a Intrum Justitia zastraszała klientkę

Piotr Sobierajski
Pani Małgorzata pokazuje dowody na to, że błąd popełniła Telekomunikacja Polska SA.
Pani Małgorzata pokazuje dowody na to, że błąd popełniła Telekomunikacja Polska SA.
Pani Małgorzata od kilku miesięcy nękana jest przez Telekomunikację Polską SA i firmę windykacyjną Intrum Justitia telefonami i pismami, które obligują ją do spłaty rzekomego długu w wysokości prawie 100 zł.

Pani Małgorzata od kilku miesięcy nękana jest przez Telekomunikację Polską SA i firmę windykacyjną Intrum Justitia telefonami i pismami, które obligują ją do spłaty rzekomego długu w wysokości prawie 100 zł.

Dąbrowianka nie zamierza jednak płacić czegokolwiek, bo jak twierdzi postąpiła zgodnie z przepisami i ma wszystkie dokumenty, które świadczą o tym, że to Telekomunikacja popełniła błąd.

Bałagan i niekompetencja?

Dąbrowianka na początku ubiegłego roku sprzedała mieszkanie w wieżowcu przy ul. Kościuszki i zrezygnowała z tamtejszego numeru telefonu oraz usług internetowych, świadczonych przez TP SA. Sprzęt zdała w Telepunkcie TP SA w dąbrowskim hipermarkecie Real 7 lutego 2005 r., ale jak się okazało pracownik przyjmujący sprzęt nie przekazał protokołu zdawczo-odbiorczego do nadrzędnej placówki.

Od tego czasu rozpoczął się dla pani Małgorzaty prawdziwy koszmar. W kolejnych fakturach nadal obciążano ją płatnościami za usługi łącza SDI, nie słuchając jej wyjaśnień i nie dając wiary przedstawionym przez nią dokumentom.

— Napotkałam totalny bałagan i ignorancję pracowników TP SA. Ktoś nie przekazał protokołu, w moich danych widniał zapis „brak kontaktu z klientem”, choć na każdym rachunku widnieją dwa adresy i wszystkie telefony. Jakby tego było mało zaginionego protokołu szukano w... Elblągu. Pomylono też datę i zamiast 7 lutego 2005 r., kiedy zdawałam sprzęt, w dokumentach TP SA widniał zapis 8 marca. Próbowałam wyjaśnić sprawę kilka razy, dzwoniąc na Błękitną Linię i przekazując wszystkie dokumenty. Niestety, bez efektu — mówi pani Małgorzata.

Całkowicie zaskoczyło ją natomiast postępowanie formy windykacyjnej Intrum Justitia, która nie czekając na wyjaśnienia, powiadomiła ją o wszczęciu postępowania przedsądowego.

— Nie wiem na jakiej podstawie przysłali mi czerwoną kartkę pocztową, bez nazwy firmy, żądając kontaktu. Potem w arogancki sposób kilka razy pracownicy firmy straszyli mnie, że jeśli nie podpiszę ugody, to pojawi się u mnie komornik. To niedopuszczalne działanie, niezgodne z prawem, które nie ma nic wspólnego z chęcią wyjaśnienia sprawy. Chodzi tylko o to, żeby zastraszyć potencjalnych dłużników — podkreśla dąbrowianka.

Przyznali rację

Po kilkudziesięciu telefonicznych zgłoszeniach, stosach pisemnych odwołań i reklamacji TP SA dopiero kilka dni temu przyznała, że dąbrowianka nie jest niczemu winna, a błąd popełnił jeden z pracowników telekomunikacji.

— Skontaktowaliśmy się już z naszą klientką i poinformowaliśmy, że sprawa została zakończona pozytywnie. Naliczone zaległości w płatności w wysokości ponad 200 zł zostaną cofnięte, a wszystko będzie skorygowane w kolejnej fakturze za usługi, którą pani Małgorzata otrzyma w lutym — wyjaśnia Zbigniew Drohobycki, rzecznik prasowy TP SA w Katowicach.

Dodaje jednocześnie, że sprawdzona zostanie kwestia nacisków, jakie Intrum Justitia wywierało na dąbrowiankę, żądając spłaty zadłużenia albo ugody.

— Skarga zostanie przekazana do naszego wydziału, który jest odpowiedzialny za kontakty z windykatorami i poprosimy o stosowne wyjaśnienia. Sprawa musi znaleźć swój finał, bo zależy nam na tym, by firma była skuteczna w ściąganiu zaległych należności, ale powinno się to odbywać zgodnie z pewnymi normami i zasadami kultury — dodaje Zbigniew Drohobycki.



Bo nie znają telefonu

Warszawska firma Intrum Justitia nie czuje się jednak odpowiedzialna za całe zamieszanie, bo jak nas poinformowano sprawa mogłaby zostać już dawno wyjaśniona, ale TP SA nie przesłała do tej pory dokumentów, na podstawie których egzekucja zaległości zostałaby wstrzymana.

Czerwone kartki pocztowe są natomiast jednym z elementów systemu działania firmy, który ma skłonić potencjalnych dłużników do szybszego kontaktu.

– Często zdarza się tak, że nie dysponujemy numerem telefonu do osób, które mają zaległości wobec TP SA i dlatego takie kartki z prośbą o kontakt telefoniczny mają skłonić dłużnika do kontaktu. Kiedy zadzwoni, dowiaduje się o co chodzi. Potem przechodzimy na tryb korespondencji zamkniętej. Jeżeli wobec tej klientki nadal toczy się u nas postępowanie windykacyjne, to znaczy że nie otrzymaliśmy z TP SA informacji o zamknięciu tej sprawy. W takich przypadkach można bezpośrednio do nas przesłać dokumenty, które świadczą o ewentualnych błędach w rozliczeniach, co przyspieszy cały proces, a sprawa zostanie wyjaśniona ostatecznie – mówi Ewa Naumiuk z Intrum Justitia.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie